|
czwartek, 13 maja 2010
do głowy, do serca, do snu, doraźnie
Jak to było. Pisać naturalnie, ot tak? Przepisywać epizody, w pamięci utarte, znaczone zmarszczką wspomnienie, myśl dnia minionego. Opisywać dzień ubiegły - ten najbardziej rozczarowujący lub ten kolorem tnący - jaskrawo, krzykliwie, hałasem bryzgający ciszę - a czasem ten głuchy, niemo krzywiący usta. Te myśli błyskiem mieniące, mrugające na sekundę (promień w lusterku), czasem kłują w oko, drażnią, budzą od zamyślenia, ale też urzekają i koją, bo ciepło rozpina gniew czoła, oko mruży się westchnieniem. Wilgoć nie napływa, broda nie wibruje bezwładnie, światło szczypie lubieżnym uśmiechem. Wspomnienie kształtuje obrazy, wzory, głosów ściąga miliony. Trop się zaczyna.. ty znowu „ja” poszukujesz, ot pościg moralny. Ten dziś niepopularny, z pogardą widziany, kult przyzwoitości, co budzi gniew materialnych współczesnych. Mówiłem poważnie, słuchaj, jeśli oszukujesz Wertera, że dobrze zrobił nabijając pistolet, wmawiasz pesymizm, szukasz lasu, a nie chcesz drzew sadzić. Korzenie trudno odciąć, wytępić, nawet jeśli sam dotąd głowę zbroiłeś fikcją, książkową etyką i utopią młodości. Dziś jest wciąż tak samo. Nie ryzykujesz, nie chce ci się stanąć na krawężniku, brak w tobie zachłanności i prędkości wiatru. Ile można stać przy własnym skrzyżowaniu, dreptać wokół, bać się przejść na drugą stronę. Zielone światło nie oznacza zachęty, nie inspiruje, nie pomaga, wzbudza podejrzliwość. Przed pierwszym krokiem, czasem myśl biegnie, że coś wyskoczy, może zza rogu i z sensem wstrzyma tą drogę. Nikt nie chce popchnąć, nie ma oparcia. Kier jest nie wzruszony, on nigdy mówić nie umiał, nie podpowiadał, zegar nikogo nie słuchał, cały czas biegł tym samym tempem. A natchnienie stoi po drugiej stronie, choć rzadko wyciąga dłoń, światłem zielonym zaprasza, zachęca, zaufanie proponuje. A ty się boisz, tracisz chwile kolejną. Tego nigdy nie będziesz pewny.
czwartek, 10 grudnia 2009
dla siebie
Ogłuszony nocnym upojeniem, podałem odpowiedź. Wyskoczył napis: wysłano. Zapis wiadomości tekstowej w telefonie dał przebłysk nad ranem, że to ja powinienem być adresatem. Tłumaczę sobie, że to taka pętla, tak, by tylko optymizmem połechtać, dać złudzenie wykonania życiowego kroku.. Nie wiedziałem, że grawitacje działa tak wolno. Sarkastycznie napisałem prawdę o sobie i przerzuciłem to na Ciebie: „Marzenia przy braku wzorca życia, nie życzą pomyślności ich właścicielom”.
poniedziałek, 07 września 2009
dragstar
czwartek, 03 września 2009
dializa
Dziś myśl dalece emocjonalna mnie opętała. Początkiem wywodu było dzieciństwo i odszukanie momentu kiedy stwierdziłem, że nie bawię się już małymi samochodzikami. Czy dorosły mężczyzna potrafi powiedzieć, że na zawsze żegna przyjemności, które towarzyszyły mu przez lata? Nie mówię o pacynkowych lalkach czy drewnianych klockach, ale o rzeczach innych, które sprawiają przyjemność i radość małego dziecka. Wszak żona sąsiada widząc nas dwóch na motocyklach twierdzi, że wciąż jesteśmy małymi chłopcami, tylko zabawki są trochę (albo coraz) droższe. Ta chłopięcość tkwi, zgoda. Idąc dalej szukałem kolejnego etapu, jeszcze tego przed kryzysem wieku średniego, tam gdzie dojrzewa potrzeba stabilizacji. Jak wielu którzy nie popełnili związku małżeńskiego, co jakiś czas dowiaduję się czegoś nowego, choć sam uważam, że niewiele potrafi mnie zaskoczyć. Walka na argumenty, przepychanka dotycząca przyczyn rozstania, powodów pojednania, definicja zdrady. Wszystkie argumenty za i kontra urzędowemu pojednaniu bądź równie legalnemu rozstaniu. Daleko można wytoczyć działa, sprawnemu mówcy łatwo podpuścić i sprawić by każdy człowiek okazał się hipokrytą. Może to wizerunek jakim powinienem być albo jak zapewne inni mnie postrzegają, zakłóca prawdziwe zachowania. Sama świadomość przechodzenia kolejnych etapów, świadomość że coś się już tylko się tli, powinna dawać matrycę z gotowymi rozwiązaniami. Lekarstwa. Pudełko ze skutecznymi antybiotykami na życie w realu oraz fikcyjne kultury bakterii które podkolorowałyby spełnionego na 99% człowieka. Określenie szczęścia i nieszczęścia wcale nie stanowią definicji sobie sprzecznych. Te same słowa można w pewnych przypadkach określić definicją dokładnie przeciwną. Nieprzyjaciel podczas przewidywanego ataku jest dalej nieprzyjacielem, zgodnie ze znaczeniem i jego rozumieniem, jednak w sytuacji gdy w konflikcie pojawia się zdrada ze strony przyjaciela, to właśnie wtedy definicje się odwracają. Racjonalnie kalkulując wiemy czego można się spodziewać po nieprzyjacielu, więc jego agresja i nieprzychylność jest nawet tym czego oczekujemy. Inaczej jest gdy coś nas zaskakuje, stąd może przysłowia typu: "Boże chroń mnie od przyjaciół, bo z wrogami sobie poradzę". Wracając do meritum. Co jeśli dwie skrajnie kontrastowe przyczyny mają taki sam powód zaistnienia? Czy można usprawiedliwiać zawsze jedną stronę, a obwiniać nieracjonalnie drugą? Taką dedukcję uprawia się naukowo, zamiast leczyć i ratować ludzi przed całkowitym upadkiem rozsądku. Dziś usłyszałem, co zacząłem rozbijać na części pierwsze: jeśli mąż zdradza żonę, to dlatego, że jest on niedojrzały do małżeństwa i myśli tylko o własnych potrzebach. Natomiast w sytuacji odwrotnej, kiedy to żona zdradza męża, to dlatego, że jest on niedojrzały do małżeństwa i myśli tylko o własnych potrzebach.
niedziela, 30 sierpnia 2009
derwisz z daleka
I jeszcze
coś. Jeśli nie widziałeś i nie czytałeś, odrób pracę domową. Na pewne sprawy
spojrzysz z innej strony. Film: "Gegen die Wand" (aka "Głową w
mur") reż. Fatih Akin, 2004 Książka: "Śnieg" Orhana Pamuka, nagroda
Nobla 2006 |
Archiwum
|